Włosy po lecie jako materiał diagnostyczny – czego mogą nauczyć nas uszkodzenia włosa i skóry głowy?
Temat „regeneracji włosów po lecie” wraca co roku. I co roku brzmi podobnie: słońce wysusza, chlor szkodzi, trzeba zastosować maskę, serum i podciąć końcówki.
Dla klienta taki poradnik może być wystarczający.
Dla trychologa, fryzjera czy osoby pracującej świadomie z włosami – już niekoniecznie.
Bo włosy po lecie są bardzo ciekawym materiałem diagnostycznym. Pokazują nie tylko skutki promieniowania UV czy kąpieli w morzu. Często ujawniają wcześniejsze osłabienie łodygi, nieprawidłowo dobraną pielęgnację, przeciążenie zabiegami chemicznymi albo problemy skóry głowy, które latem stają się po prostu bardziej widoczne.
Dlatego podczas szkoleń warto przestać pytać:
„Co zastosować na włosy po lecie?”
i zacząć od pytania:
„Co właściwie wydarzyło się z tym włosem i dlaczego właśnie teraz to widzimy?”
To zupełnie zmienia sposób prowadzenia konsultacji.
Lato nie zawsze niszczy włosy. Czasem tylko ujawnia wcześniejszy problem
Wyobraźmy sobie dwie klientki, które spędziły dwa tygodnie nad morzem.
Obie były wystawione na podobną ilość słońca. Obie kąpały się w słonej wodzie. Obie częściej myły włosy.
Pierwsza wraca z włosami lekko przesuszonymi, ale nadal elastycznymi i błyszczącymi.
Druga ma końcówki przypominające „siano”, włosy pękają podczas rozczesywania, a na powierzchni pojawia się intensywne puszenie.
Czy oznacza to, że druga osoba spędziła więcej czasu na słońcu?
Niekoniecznie.
Jej włosy mogły jeszcze przed wakacjami być:
- wielokrotnie rozjaśniane,
- poddawane regularnej stylizacji termicznej,
- silnie porowate,
- mechanicznie uszkodzone,
- niedostatecznie zabezpieczane,
- przeciążane zabiegami chemicznymi.
Lato staje się wówczas nie tyle pierwotną przyczyną, ile dodatkowym obciążeniem włosa, który miał już ograniczony „zapas odporności”.
To bardzo ważna rzecz do przekazania kursantom.
Nie leczymy pory roku. Analizujemy mechanizm uszkodzenia.
Co naprawdę robi promieniowanie słoneczne z włosem?
Włos jest strukturą biologiczną, ale jego widoczna część – łodyga – nie regeneruje się tak jak żywa tkanka.
Nie możemy więc mówić o „uzdrowieniu” uszkodzonego włosa w takim samym znaczeniu, w jakim regeneruje się skóra.
Możemy natomiast:
- ograniczać dalsze uszkodzenia,
- poprawiać właściwości mechaniczne włókna,
- uzupełniać jego powierzchnię składnikami filmotwórczymi,
- poprawiać poślizg,
- zmniejszać utratę wody,
- czasowo wyrównywać nierówności powierzchni.
To rozróżnienie ma ogromne znaczenie podczas pracy szkoleniowej.
Promieniowanie słoneczne może powodować reakcje oksydacyjne dotyczące zarówno białek, jak i lipidów włosa. W przeglądach badań dotyczących fotouszkodzeń opisuje się m.in. oksydację struktur włókna, erozję osłonki, spadek wytrzymałości mechanicznej oraz pogorszenie podatności włosów na rozczesywanie.
I tutaj pojawia się pierwsza ciekawostka:
Włos może wyglądać na bardziej „suchy”, mimo że problem nie sprowadza się wyłącznie do ilości wody.
Szorstkość może wynikać z uszkodzonej powierzchni włosa.
Dlatego klientka może stosować kolejne „nawilżające” maski, a włosy nadal będą się puszyć.
Problemem nie musi być brak kolejnej dawki humektantów.
Problemem może być zwiększone tarcie i nieregularność powierzchni włókna.
Dlaczego po lecie włosy nagle zaczynają się kruszyć?
To kolejny punkt, który świetnie sprawdza się na szkoleniach.
Klientka mówi:
„Przez całe lato było dobrze, a teraz nagle włosy zaczęły się łamać.”
Ale włos bardzo rzadko „psuje się” z dnia na dzień.
Uszkodzenia mogą narastać stopniowo.
Wyobraźmy sobie włos rozjaśniany, który przez kilka miesięcy jest dodatkowo:
- prostowany,
- ocierany o ubrania,
- rozczesywany na mokro,
- wystawiany na UV,
- moczony w słonej lub chlorowanej wodzie,
- suszony wysoką temperaturą.
Każdy z tych czynników może dołożyć niewielką część uszkodzeń.
Aż w pewnym momencie dochodzimy do granicy, przy której włókno zaczyna pękać.
Dlatego podczas analizy nie pytamy tylko:
„Co stało się w sierpniu?”
Pytamy:
„Co działo się z włosem przez ostatnie 6–12 miesięcy?”
To zdecydowanie bardziej wartościowa perspektywa diagnostyczna.
Puszenie nie jest diagnozą
„Puszące się włosy” to opis wyglądu.
Nie diagnoza.
Mogą się puszyć włosy:
- wysoko porowate,
- rozjaśniane,
- kręcone,
- odwodnione,
- uszkodzone mechanicznie,
- przeciążone nieodpowiednią pielęgnacją.
Dlatego w pracy trychologicznej czy fryzjerskiej pytanie:
„Co na puszące włosy?”
powinno natychmiast uruchomić kolejne pytania.
Czy włosy puszą się:
- zawsze,
- dopiero przy wilgotnym powietrzu,
- po rozjaśnianiu,
- tylko na końcach,
- po konkretnym szamponie,
- po wysuszeniu,
- czy jeszcze podczas mokrego rozczesywania?
Na przykład w produktach przeznaczonych do włosów puszących się często pojawiają się pantenol, oleje oraz substancje tworzące cienki film na włosie. W opisach stosowanej w profesjonalnej pielęgnacji linii Maraes Liss znajdziemy m.in. pantenol, biotynę oraz Monoi.
Ale na szkoleniu warto pójść o krok dalej.
Nie pytamy tylko:
„Jaki składnik zastosować?”
Pytamy:
„Jakiej funkcji potrzebuje włos?”
Czy potrzebujemy:
- humektanta,
- emolientu,
- substancji filmotwórczej,
- protein,
- antyoksydantów,
- poprawy poślizgu?
I dopiero wtedy patrzymy na INCI.
Monoi – nie tylko modny olej z Tahiti
Monoi jest interesującym przykładem składnika, który można wykorzystać podczas zajęć dotyczących emolientów.
Tradycyjne Monoi powstaje poprzez macerowanie kwiatów gardenii tahitańskiej w oleju kokosowym.
Z punktu widzenia pielęgnacji łodygi kluczowe są przede wszystkim właściwości lipidowe takiego surowca.
Oleje mogą:
- zmniejszać szorstkość,
- ograniczać tarcie między włosami,
- poprawiać połysk,
- zwiększać odczucie miękkości,
- wspierać ochronę powierzchni włosa.
W opisach profesjonalnych produktów do pielęgnacji włosów zniszczonych Monoi jest łączone m.in. z kompleksami algowymi, keratyną czy proteinami jedwabiu.
I tutaj świetne pytanie na szkolenie:
Czy olej naprawdę „nawilża” włos?
W języku marketingowym – często tak się o nim mówi.
W języku technologicznym lepiej powiedzieć, że emolient może ograniczać utratę wody, poprawiać właściwości powierzchni włosa i tworzyć ochronny film.
To znacznie bardziej precyzyjne.
Pantenol – prosty składnik, którego nie warto lekceważyć
Pantenol bywa traktowany jako składnik dość zwyczajny.
A jest bardzo ciekawy właśnie dlatego, że może pełnić kilka funkcji jednocześnie.
W formulacjach włosowych wykorzystuje się go ze względu na właściwości humektantowe i kondycjonujące. Może pomagać poprawić:
- miękkość,
- elastyczność,
- odczuwalną gładkość,
- podatność włosów na układanie.
W pielęgnacji skóry głowy ceniony jest także za działanie łagodzące.
I tutaj pojawia się ważny element szkoleniowy:
ten sam składnik może mieć inne znaczenie w produkcie do skóry głowy i inne w preparacie pozostawianym na łodydze.
Dlatego analiza INCI bez uwzględnienia:
- miejsca aplikacji,
- stężenia,
- całej formulacji,
- sposobu użycia
ma ograniczoną wartość.
Proteiny – „odbudowa” czy czasowa poprawa właściwości włosa?
Keratyna, hydrolizowane proteiny, proteiny jedwabiu – wszystkie te nazwy brzmią bardzo atrakcyjnie w kosmetyce włosów.
Trzeba jednak nauczyć kursantów jednej rzeczy.
Kosmetyk nie rekonstruuje biologicznie martwej łodygi włosa do stanu pierwotnego.
Proteiny mogą natomiast:
- adsorbować się na powierzchni włosa,
- czasowo wypełniać nierówności,
- poprawiać właściwości sensoryczne,
- wpływać na elastyczność i odczuwalną wytrzymałość.
Dlatego zamiast mówić klientowi:
„odbudujemy włos od środka”
bardziej profesjonalne jest:
„poprawimy właściwości włókna i ograniczymy dalsze uszkodzenia”.
To drobna różnica językowa, ale ogromna różnica ekspercka.
A co z algami i ekstraktami roślinnymi?
Kompleksy algowe coraz częściej pojawiają się w kosmetykach do skóry głowy i włosów.
Mogą dostarczać m.in.:
- polisacharydów,
- aminokwasów,
- minerałów,
- związków antyoksydacyjnych.
W kosmetyku nie należy jednak przypisywać jednemu ekstraktowi działania leczniczego tylko dlatego, że roślina zawiera ciekawe związki biologicznie aktywne.
To jeden z najważniejszych tematów, jakie warto omawiać podczas szkoleń z analizy składników.
Roślina ≠ ekstrakt ≠ gotowy kosmetyk
To trzy różne rzeczy.
Znaczenie ma:
- jaka część rośliny została użyta,
- czym wykonano ekstrakcję,
- jakie związki faktycznie znalazły się w ekstrakcie,
- w jakim stężeniu znajduje się on w kosmetyku,
- jaka jest cała formulacja.
Podobnie należy podchodzić do ziół.
Pokrzywa, skrzyp, rozmaryn, łopian czy szałwia mogą być ciekawymi składnikami formulacji, ale profesjonalista powinien zawsze odróżniać tradycyjne zastosowanie zioła od jakości dowodów dotyczących konkretnego preparatu kosmetycznego.
To bardzo dobry temat do dyskusji z kursantami.
Skóra głowy po lecie – kiedy nie oczyszczać mocniej?
Jednym z najczęstszych błędów jest schemat:
tłusta skóra = mocniejszy szampon.
Tymczasem klient może mieć jednocześnie:
- zwiększoną produkcję sebum,
- podrażnienie,
- świąd,
- zaburzoną tolerancję kosmetyków.
Po lecie warto więc sprawdzić nie tylko ilość sebum.
Pytamy o:
- zaczerwienienie,
- łuszczenie,
- pieczenie,
- napięcie skóry,
- częstotliwość mycia,
- używanie suchego szamponu,
- kąpiele w basenie,
- noszenie nakryć głowy,
- ilość produktów stylizujących.
Dopiero z tego powstaje obraz problemu.
I właśnie takich zależności powinno uczyć szkolenie trychologiczne.
Ciekawy przypadek: „wypadają mi włosy po wakacjach”
Załóżmy taki przypadek szkoleniowy.
Klientka, 38 lat.
Włosy rozjaśniane od kilku lat. Po wakacjach zgłasza nagłe „wypadanie włosów”.
Pierwsze pytanie:
Czy włosy rzeczywiście wypadają?
Podczas konsultacji okazuje się, że znaczna część włosów znajdujących się na szczotce ma różną długość.
Nie wszystkie posiadają widoczną cebulkę.
Na długościach widać liczne krótsze fragmenty.
To może sugerować, że część zgłaszanego przez klientkę „wypadania” jest w rzeczywistości łamaniem włosów.
I teraz zupełnie zmienia się postępowanie.
Zamiast automatycznie szukać kuracji „na cebulki”, analizujemy:
- historię rozjaśniania,
- termostylizację,
- elastyczność włosów,
- kondycję końcówek,
- sposób rozczesywania,
- pielęgnację bez spłukiwania,
- ekspozycję wakacyjną.
To jedna z najważniejszych umiejętności w pracy trychologa:
Nazwa problemu podana przez klienta nie zawsze jest diagnozą.
Klient opisuje to, co widzi.
Naszym zadaniem jest ustalić mechanizm.
I tutaj dochodzimy do terapii manualnej Serenity
Czy terapia manualna naprawi uszkodzoną łodygę włosa?
Nie.
I właśnie takie rozróżnienie warto bardzo jasno komunikować.
Uszkodzeń strukturalnych włókna nie cofniemy masażem.
Ale klient nie składa się wyłącznie z łodygi włosa.
Mamy również:
- skórę głowy,
- napięcie tkanek,
- układ nerwowy,
- stres,
- napięcie mięśniowe,
- komfort sensoryczny.
Dlatego terapia neurosensoryczna głowy Serenity może być ciekawym elementem holistycznej pracy – szczególnie wtedy, gdy zależy nam na relaksacji, poprawie komfortu skóry głowy i zmniejszeniu napięcia.
Badania dotyczące masażu skóry głowy są nadal ograniczone, ale część z nich wskazuje na wpływ na odczuwanie stresu oraz wybrane parametry fizjologiczne. W niewielkim badaniu masaż skóry głowy wiązał się ze zmianami poziomu kortyzolu, odczuwanej relaksacji i innych parametrów stresu.
Istnieje również małe badanie, w którym regularny standaryzowany masaż skóry głowy był związany ze wzrostem średniej grubości włosa po 24 tygodniach, ale obejmowało ono zaledwie dziewięciu mężczyzn, dlatego nie można na tej podstawie obiecywać klientom „zagęszczania włosów masażem”.
I właśnie tutaj znajduje się ogromna wartość szkoleniowa.
Serenity nie powinna być przedstawiana jako „zabieg na zniszczone końcówki”.
Może natomiast stanowić element pracy z:
- napięciem skóry i okolicy głowy,
- potrzebą relaksacji,
- wysokim poziomem stresu,
- komfortem klienta podczas terapii,
- budowaniem bardziej świadomego kontaktu ze skórą głowy.
W praktyce może więc uzupełniać pielęgnację trychologiczną, ale jej rola jest inna niż rola maski, peelingu czy preparatu aktywnego.
I właśnie takie rozdzielanie funkcji jest podstawą profesjonalnej pracy.
Ciekawy eksperyment na szkoleniu
Można przeprowadzić bardzo prostą obserwację.
Przygotowujemy kilka podobnych pasm włosów.
Jedno pozostawiamy bez pielęgnacji.
Na drugie nakładamy produkt emolientowy.
Na trzecie produkt proteinowy.
Na czwarte preparat filmotwórczy lub leave-in.
Po wyschnięciu porównujemy:
- poślizg,
- połysk,
- szorstkość,
- plątanie,
- zachowanie przy rozczesywaniu.
Nie jest to oczywiście badanie laboratoryjne.
Ale znakomicie pokazuje kursantom jedną rzecz:
„regeneracja” nie jest jednym mechanizmem.
Różne formulacje zmieniają różne właściwości włosa.
Najważniejsza lekcja po wakacjach
Włosy po lecie są świetnym przykładem tego, dlaczego w trychologii i pielęgnacji profesjonalnej nie wystarczy znać listy:
„na suchość – to, na puszenie – tamto”.
Trzeba nauczyć się rozumieć:
strukturę → mechanizm uszkodzenia → objaw → funkcję składnika → właściwy zabieg lub produkt.
To właśnie różni świadomego specjalistę od osoby, która zna jedynie nazwy kosmetyków.
Klient mówi:
„Mam suche włosy.”
Specjalista zaczyna myśleć:
Czy są wysokoporowate?
Czy są uszkodzone chemicznie?
Czy problem dotyczy powierzchni włosa?
Czy występuje zwiększone tarcie?
Czy włosy są odpowiednio zabezpieczane?
Czy klient potrzebuje emolientów, protein, humektantów czy kombinacji tych składników?
Czy skóra głowy ma zupełnie inne potrzeby niż długość?
A kiedy klient mówi:
„Wypadają mi włosy.”
specjalista najpierw sprawdza, czy rzeczywiście mówimy o wypadaniu.
To jest właśnie myślenie diagnostyczne.
Tego powinien uczyć dobry kurs trychologiczny
Nie zapamiętywania kolejnych nazw produktów.
Nie schematu „problem → gotowy kosmetyk”.
Ale umiejętności odpowiedzi na pytania:
Dlaczego?
Jaki mechanizm za tym stoi?
Co mogę realnie zmienić?
A czego kosmetykiem lub zabiegiem zmienić nie mogę?
Dopiero wtedy składniki aktywne, pielęgnacja łodygi, praca ze skórą głowy i terapie manualne, takie jak Serenity, zaczynają tworzyć spójny system.
Bo profesjonalna trychologia nie polega na nakładaniu większej liczby preparatów.
Polega na rozumieniu, dlaczego wybieramy właśnie ten preparat, tę technikę i ten rodzaj terapii.
Do zobaczenia na kolejnym kursie trychologicznym w Akademii Trychologiczne.pl
Specjalista Trycholog
Renata Modzelewska
Komentowanie jest wyłączone.




