Rzadsze mycie przy wypadaniu włosów – co naprawdę dzieje się na skórze głowy i w mieszku włosowym?
„Włosy wypadają mi przy myciu, więc będę myć je rzadziej” – to jeden z częstszych wniosków, z jakimi spotykamy się w gabinecie trychologicznym.
Na pierwszy rzut oka wydaje się logiczny. Jeżeli po umyciu włosów w dłoniach, na szczotce i w odpływie widzimy ich więcej, łatwo uznać, że to właśnie mycie powoduje albo przynajmniej nasila wypadanie.
Mechanizm jest jednak znacznie bardziej złożony.
Mycie najczęściej nie powoduje wypadnięcia prawidłowo zakotwiczonego włosa. Ujawnia włosy, które wcześniej weszły już w końcowy etap cyklu i są przygotowane do opuszczenia mieszka.
Jednocześnie celowe ograniczanie higieny skóry głowy – szczególnie u osoby z nadmiernym wydzielaniem sebum, łupieżem, łojotokowym zapaleniem skóry lub tendencją do nagromadzania mas rogowych – może zmieniać środowisko powierzchni skóry oraz górnej części jednostki włosowo-łojowej.
I właśnie tutaj zaczyna się ciekawa fizjologia.
Najpierw mieszek włosowy – dlaczego włos w ogóle wypada?
Mieszek włosowy nie jest „otworem w skórze”. Jest złożonym, dynamicznym mininarządem, który cyklicznie przechodzi przez fazy wzrostu, regresji, spoczynku i uwalniania włosa.
Najdłuższą fazą jest anagen, czyli okres aktywnego wzrostu. Następnie mieszek przechodzi przez krótki katagen, potem telogen, a samo uwolnienie włosa coraz częściej opisuje się jako odrębną fazę – exogen.
To właśnie zrozumienie exogenu pozwala wyjaśnić klientowi, dlaczego włosy „wychodzą” podczas mycia.
Włos w fazie wzrostu jest mocno zakotwiczony w mieszku. Natomiast włos przygotowany do wypadnięcia jest stopniowo uwalniany. Badania nad exogenem pokazują, że takie włosy są znacznie słabiej utrzymywane przez otaczające struktury mieszka niż włosy pozostające w aktywnych fazach cyklu.
Dlatego masaż skóry, woda, szampon, czesanie czy suszenie nie muszą być przyczyną jego wypadnięcia. Często są tylko momentem, w którym włos, który i tak był już przygotowany do opuszczenia mieszka, zostaje fizycznie uwolniony.
Dlaczego po kilku dniach bez mycia włosów wydaje się być znacznie więcej?
To bardzo prosty mechanizm, ale dla klienta bywa niezwykle przekonujący.
Nie każdy włos, który został już uwolniony z mieszka, natychmiast spada na podłogę. Długie włosy mogą pozostawać pomiędzy pozostałymi włosami, zatrzymywać się w fryzurze i zostać usunięte dopiero podczas kolejnego mycia lub dokładnego rozczesywania.
Dlatego osoba myjąca głowę codziennie może obserwować niewielką liczbę włosów podczas każdego mycia, podczas gdy osoba myjąca ją raz na cztery dni zobaczy jednorazowo znacznie większą ich ilość.
Różnica może dotyczyć sposobu i czasu ich zebrania, a nie rzeczywistego tempa wypadania.
Ma to ogromne znaczenie szczególnie przy łysieniu telogenowym. W telogen effluvium zwiększone wypadanie może pojawić się około 2–3 miesięcy po czynniku wyzwalającym, np. przebytej chorobie, gorączce, silnym obciążeniu organizmu czy innym stresorze fizjologicznym. Proces zmiany cyklu włosa rozpoczął się więc znacznie wcześniej niż moment, w którym klient zaczyna znajdować włosy pod prysznicem.
Ograniczenie mycia nie odwróci procesu, który został uruchomiony kilka tygodni czy miesięcy wcześniej.
Co właściwie myjemy? Skóra głowy a mieszek włosowy
Tu pojawia się bardzo ważne rozróżnienie szkoleniowe.
Mieszek włosowy składa się z kilku obszarów. Najbardziej powierzchowną częścią jest infundibulum, czyli lejkowaty odcinek rozciągający się od powierzchni skóry do miejsca, w którym do mieszka uchodzi przewód gruczołu łojowego.
Gruczoł łojowy wraz z mieszkiem tworzy jednostkę włosowo-łojową. Produkowane przez sebocyty sebum jest odprowadzane właśnie do górnej części kanału mieszka, a następnie na powierzchnię skóry.
Dlatego podczas mycia oddziałujemy przede wszystkim na:
powierzchnię skóry, warstwę rogową naskórka, ujście mieszka oraz jego górną część.
Nie „myjemy cebulki”.
Cebulka włosa i brodawka znajdują się znacznie głębiej. Peeling nie dociera do cebulki, nie „otwiera jej” i nie sprawia, że zaczyna ona oddychać.
Mieszek włosowy nie potrzebuje „oddychania przez powierzchnię skóry”.
To ważne, ponieważ popularne określenia typu „zatkany mieszek nie ma tlenu” brzmią atrakcyjnie marketingowo, ale nie opisują prawidłowo fizjologii.
Problem z nadmiarem sebum i złuszczonego naskórka dotyczy przede wszystkim środowiska powierzchni skóry i górnej części jednostki włosowo-łojowej.
Co dzieje się, kiedy skóra głowy przez długi czas nie jest odpowiednio oczyszczana?
Na powierzchni skóry stale pojawiają się sebum, korneocyty, pot oraz zanieczyszczenia środowiskowe. Dochodzą do tego pozostałości kosmetyków – suchych szamponów, produktów stylizacyjnych, preparatów silikonowych, olejów czy innych produktów aplikowanych bezpośrednio na skórę.
Samo sebum nie jest „brudem”. Jest fizjologicznym elementem środowiska skóry.
Problem zaczyna się wtedy, gdy u osoby predysponowanej jego ilość, skład, aktywność mikrobiomu oraz sposób złuszczania naskórka zaczynają tworzyć niekorzystne środowisko.
Skóra głowy jest szczególnie bogata w gruczoły łojowe. Jednocześnie jest środowiskiem dla licznych mikroorganizmów, między innymi drożdżaków rodzaju Malassezia oraz bakterii takich jak Cutibacterium i Staphylococcus.
I tutaj dochodzimy do kolejnego mechanizmu.
Sebum + mikrobiom + podatność skóry – dlaczego u jednej osoby nic się nie dzieje, a u drugiej powstaje łupież?
Malassezia jest naturalnym elementem mikrobiomu skóry. Sama jej obecność nie oznacza choroby.
Drożdżaki te są jednak lipofilne – wykorzystują lipidy obecne w środowisku skóry. Ich enzymy uczestniczą w metabolizowaniu składników sebum, w wyniku czego mogą powstawać między innymi wolne kwasy tłuszczowe.
U osoby podatnej część produktów tego metabolizmu może przenikać przez warstwę rogową i uczestniczyć w powstawaniu podrażnienia oraz odpowiedzi zapalnej. Dlatego współczesny model powstawania łupieżu i łojotokowego zapalenia skóry nie sprowadza się do stwierdzenia: „jest za dużo grzyba”.
Liczy się współdziałanie sebum, mikroorganizmów, bariery naskórkowej oraz indywidualnej odpowiedzi gospodarza.
I dlatego dwie osoby z pozornie podobnie przetłuszczającą się skórą mogą reagować zupełnie inaczej.
Jedna będzie miała jedynie tłustą skórę.
U drugiej pojawią się świąd, rumień i łuszczenie.
U jeszcze innej rozwinie się pełnoobjawowe łojotokowe zapalenie skóry.
Co dzieje się z barierą skóry?
To kolejny element często pomijany w trychologicznej pielęgnacji.
Warstwa rogowa naskórka nie jest niepotrzebną „warstwą martwej skóry”. Tworzy wyspecjalizowaną barierę ograniczającą utratę wody i chroniącą przed drażniącymi czynnikami zewnętrznymi.
W skórze z łupieżem obserwowano zaburzenia lipidów warstwy rogowej, pogorszenie jej integralności i zwiększoną przeznaskórkową utratę wody – TEWL.
Co to oznacza praktycznie?
Bariera staje się bardziej przepuszczalna i reaktywna. Skóra łatwiej ulega podrażnieniu. Może pojawiać się uczucie pieczenia, napięcia czy świądu.
Organizm odpowiada również zmianą procesów proliferacji i różnicowania keratynocytów. Złuszczanie przestaje być równomierne i niewidoczne – zaczynamy widzieć większe agregaty komórek w postaci łuski.
W badaniach skóry z łupieżem i łojotokowym zapaleniem skóry wykazywano zarówno zaburzenia bariery, jak i markery stanu zapalnego oraz nieprawidłowej proliferacji naskórka.
Czyli widoczny łupież jest tylko tym, co dostrzegamy na powierzchni. Pod nim zachodzi bardziej złożony proces biologiczny.
A co wtedy dzieje się przy ujściu mieszka włosowego?
Sebum jest odprowadzane do infundibulum mieszka. W tym samym obszarze zachodzi proces rogowacenia i złuszczania komórek.
Jeżeli mamy dużo sebum, nagromadzoną masę rogową oraz pozostałości preparatów kosmetycznych, materiał może gromadzić się również wokół ujścia i w powierzchownej części kanału mieszkowego.
Nie oznacza to jednak, że tworzymy szczelny „korek”, który odcina cebulkę od tlenu.
Problem polega raczej na zmianie mikrośrodowiska górnej części mieszka.
W chorobach zapalnych skóry głowy w trichoskopii może być widoczny między innymi materiał łojowy w obrębie ujść mieszków.
To jeszcze jeden argument, dlaczego w trychologii nie możemy patrzeć wyłącznie na łodygę włosa. Znaczenie ma środowisko, z którego włos wyrasta.
Czy taka sytuacja może powodować wypadanie włosów?
Tutaj trzeba być bardzo precyzyjnym.
Nie możemy powiedzieć, że kilka dni bez mycia powoduje uszkodzenie cebulki i wypadanie włosów. Nie ma podstaw, aby tworzyć tak prosty związek przyczynowo-skutkowy.
Jeżeli mamy klasyczne łysienie telogenowe, samo dokładniejsze mycie skóry nie zatrzyma włosów, które przeszły już w stronę telogenu i exogenu.
Jednak przewlekły stan zapalny skóry jest zupełnie inną sytuacją.
Mieszek włosowy jest strukturą aktywną biologicznie i immunologicznie. W różnych postaciach łysienia bada się znaczenie mikrośrodowiska zapalnego wokół mieszków. W przypadku łysienia androgenowego coraz więcej danych dotyczy potencjalnych zależności pomiędzy składem sebum, mikrobiomem i sygnalizacją zapalną, ale jest to wciąż rozwijający się obszar badań i nie wolno upraszczać go do hasła „tłusta skóra powoduje łysienie”.
Dla trychologa praktyczny wniosek jest inny:
jeżeli występuje stan zapalny skóry, należy go rozpoznać i odpowiednio nim zarządzić, zamiast koncentrować się wyłącznie na liczbie wypadających włosów.
Co będzie, jeśli klient nadal będzie celowo mył skórę coraz rzadziej?
Jeżeli mamy skórę zdrową, produkującą niewiele sebum i bez objawów dermatozy, dłuższy odstęp pomiędzy myciami nie musi być problemem.
Nie istnieje jedna prawidłowa częstotliwość mycia dla wszystkich.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja u osoby, która już po jednym lub dwóch dniach ma silnie przetłuszczoną skórę, świąd, łuskę albo zaostrzenie łojotokowego zapalenia skóry.
Jeżeli taka osoba w obawie przed wypadaniem zacznie wydłużać okres między myciami, może dochodzić do coraz większego nagromadzenia sebum, łuski i pozostałości kosmetyków. U osoby predysponowanej może nasilać się niekorzystna interakcja pomiędzy lipidami, mikrobiomem i barierą naskórkową.
Pojawia się świąd.
Klient zaczyna się drapać.
Drapanie dodatkowo mechanicznie narusza barierę skóry.
Uszkodzona bariera może jeszcze silniej reagować na czynniki drażniące.
W ten sposób tworzy się błędne koło:
zaburzona skóra → świąd → drapanie → dalsze naruszenie bariery → większy dyskomfort.
Zależność pomiędzy uszkodzeniem bariery, suchością i aktywacją mechanizmów świądu jest dobrze opisana w dermatologii.
Czy częstsze mycie może coś zmienić?
Tak – pod warunkiem, że rozumiemy jego cel.
Nie myjemy skóry po to, żeby „wypłukać DHT”, „dotlenić cebulki” albo mechanicznie zatrzymać wypadanie.
Celem prawidłowego mycia jest kontrolowanie środowiska powierzchni skóry.
Usuwamy nadmiar sebum, luźne korneocyty, pot, zanieczyszczenia i pozostałości preparatów kosmetycznych.
W niewielkim badaniu obejmującym osoby z łojotokowym zapaleniem skóry lub łuszczycą prawidłowo prowadzona, codzienna higiena skóry głowy wiązała się między innymi ze zmniejszeniem łuszczenia i świądu oraz zmianami ilości mikroorganizmów na skórze. Nie oznacza to, że każdy powinien myć włosy codziennie, ale pokazuje, że unikanie mycia nie jest strategią terapeutyczną dla skóry z nasilonym łojotokiem i objawami zapalnymi.
Jak więc dobrać częstotliwość mycia?
Nie według kalendarza.
Według skóry.
Jeżeli po dobie pojawia się wyraźny łojotok, skóra swędzi i włosy są silnie obciążone u nasady, nie ma uzasadnienia, aby na siłę przedłużać mycie do czwartego czy piątego dnia.
Jeżeli natomiast skóra pozostaje spokojna, nie ma nadmiaru sebum, łuszczenia ani dyskomfortu, nie trzeba myć jej codziennie tylko dlatego, że ktoś stworzył taką uniwersalną zasadę.
W trychologii pytanie nie powinno brzmieć:
„Co ile dni powinno się myć włosy?”
Lepiej zapytać:
„Po jakim czasie ta konkretna skóra wymaga ponownego oczyszczenia?”
To zupełnie zmienia sposób myślenia.
Gdzie w tym wszystkim miejsce na peeling skóry głowy?
Peeling jest uzupełnieniem oczyszczania, a nie zabiegiem „na cebulki”.
Jego podstawowym zadaniem jest ułatwienie usuwania nagromadzonych mas rogowych, łuski, sebum i pozostałości produktów z powierzchni skóry.
Szczególnie uzasadniony może być wtedy, gdy na skórze obserwujemy zalegającą łuskę, nasilone rogowacenie, dużą ilość sebum lub wyraźny buildup kosmetyczny.
Preparaty keratolityczne są wykorzystywane również w dermatologicznym postępowaniu przy grubszej łusce; do substancji stosowanych w takim celu należy między innymi kwas salicylowy.
Ale znowu – mechanizm jest ważniejszy niż marketing.
Peeling nie przyspiesza wzrostu włosa dlatego, że „otworzył cebulkę”.
Usunięcie nadmiernie nagromadzonej warstwy rogowej i osadów może poprawić stan powierzchni skóry i ułatwić równomierne zastosowanie kolejnych preparatów. Infundibulum mieszka jest również jednym z potencjalnych rezerwuarów dla substancji nakładanych miejscowo.
To dużo bardziej prawidłowe wyjaśnienie.
A czy peeling można wykonywać zawsze?
Nie.
Jeżeli skóra jest silnie zaczerwieniona, piekąca, uszkodzona, przeczosana albo występuje aktywny stan zapalny, intensywne mechaniczne złuszczanie może dodatkowo zwiększać podrażnienie.
Podobnie nie należy automatycznie zwiększać częstotliwości peelingu tylko dlatego, że klient ma „dużo łuski”.
Łuska jest objawem, a nie diagnozą.
Może towarzyszyć łupieżowi, łojotokowemu zapaleniu skóry, łuszczycy, silnemu przesuszeniu i innym stanom skóry.
Dlatego najpierw trzeba określić, z jakim problemem mamy do czynienia.
Co zrobić w przypadku łojotoku bez wyraźnego stanu zapalnego?
Priorytetem jest regularne usuwanie nadmiaru sebum i kosmetycznych osadów, ale bez niepotrzebnego drażnienia skóry.
Odpowiednio dobrane mycie i okresowe dokładniejsze oczyszczanie mogą pomóc zachować komfort skóry i ograniczyć buildup.
Nie próbujemy natomiast „nauczyć skóry, żeby mniej się przetłuszczała” poprzez coraz rzadsze mycie.
Aktywność gruczołów łojowych zależy od wielu czynników biologicznych, a brak szamponu przez kilka dodatkowych dni nie stanowi treningu gruczołu łojowego.
A jeśli występuje łupież, świąd, rumień i tłusta łuska?
Wtedy problem przestaje być jedynie kwestią kosmetycznej higieny.
Łojotokowe zapalenie skóry jest przewlekłą, nawrotową chorobą zapalną. W jej patogenezie uczestniczą między innymi sebum, Malassezia, mikrobiom i odpowiedź immunologiczna gospodarza.
W takiej sytuacji samo częstsze mycie może nie wystarczyć.
Potrzebne może być ukierunkowane postępowanie przeciwgrzybicze, przeciwzapalne lub keratolityczne, zależnie od obrazu klinicznego i rozpoznania. Współczesne przeglądy i konsensus ekspertów dotyczący łojotokowego zapalenia skóry wskazują właśnie na te kierunki terapii.
I to również jest ważna granica kompetencji trychologa – rozpoznanie sytuacji, która wymaga konsultacji dermatologicznej.
A jeśli skóra jest sucha, napięta i reaktywna?
Tutaj strategia może być zupełnie inna.
Nie każda skóra potrzebuje intensywnego odtłuszczania i złuszczania.
Jeżeli bariera jest osłabiona, zbyt agresywne detergenty, częste silne peelingi czy gorąca woda mogą zwiększać dyskomfort.
W takiej sytuacji podstawowym celem jest łagodne oczyszczenie przy jednoczesnym poszanowaniu bariery naskórkowej, a nie maksymalne odtłuszczenie skóry.
I właśnie dlatego schemat pielęgnacji powinien wynikać z diagnozy stanu skóry, a nie z samego objawu „wypadają mi włosy”.
A co z osobą z nasilonym wypadaniem, ale zdrową skórą?
To bardzo ważny przypadek.
Skóra może wyglądać prawidłowo, nie być zaczerwieniona, nie swędzieć i nie łuszczyć się, a mimo to klient tracić bardzo dużo włosów.
Wtedy nie należy na siłę szukać problemu na powierzchni skóry.
Przyczyną może być zaburzenie cyklu włosa związane z czynnikami ogólnoustrojowymi.
W łysieniu telogenowym pod uwagę bierze się między innymi przebyte choroby, gorączkę, zabiegi operacyjne, szybki spadek masy ciała, zmiany hormonalne, czynniki żywieniowe, leki czy silne obciążenie fizjologiczne.
Wtedy prawidłowe mycie ma utrzymywać skórę w dobrej kondycji – ale nie zastępuje szukania przyczyny wypadania.
Co możemy uzyskać prawidłowym postępowaniem?
To zależy od tego, jaki problem próbujemy rozwiązać.
Jeżeli problemem było głównie nagromadzenie sebum i produktów, możemy uzyskać czystszą, lżejszą skórę i lepszy komfort.
Jeżeli występowało nieprawidłowe złuszczanie, właściwie dobrane postępowanie może pomóc ograniczyć widoczną łuskę.
Jeżeli występował łupież lub łojotokowe zapalenie skóry, celem jest ograniczenie czynników podtrzymujących proces zapalny, zmniejszenie świądu i łuszczenia oraz poprawa funkcji bariery – przy czym może wymagać to leczenia dermatologicznego.
Jeżeli mamy łysienie telogenowe, prawidłowa pielęgnacja nie cofnie w jednej chwili zmian cyklu, które nastąpiły wcześniej. Pozwala natomiast nie dokładać kolejnego problemu w postaci zaniedbanej lub podrażnionej skóry.
To ważna różnica pomiędzy leczeniem przyczyny wypadania a tworzeniem prawidłowych warunków dla skóry głowy.
Najważniejszy wniosek dla trychologa
Nie należy mówić klientowi:
„Musisz często myć włosy, bo inaczej zatkają się cebulki”.
To nie jest prawidłowe wyjaśnienie.
Znacznie lepiej powiedzieć:
„Włosy, które widzisz podczas mycia, bardzo często były już przygotowane do wypadnięcia. Rzadsze mycie ich nie zatrzyma. Natomiast skóra głowy ma własne potrzeby – produkuje sebum, złuszcza się i posiada określony mikrobiom. Jeżeli dopuścimy do nadmiernego nagromadzenia sebum, łuski i pozostałości kosmetyków, szczególnie u skóry predysponowanej, możemy pogorszyć jej środowisko i nasilić istniejące problemy. Dlatego częstotliwość mycia dobieramy do stanu skóry, a nie do lęku przed włosami widocznymi w odpływie.”
I właśnie na tym polega świadoma pielęgnacja trychologiczna.
Nie chodzi o to, żeby myć jak najczęściej.
Nie chodzi też o to, żeby myć jak najrzadziej.
Chodzi o zrozumienie, co dzieje się na skórze i dobranie działania do mechanizmu problemu.
To jedna z najważniejszych zasad pracy trychologicznej – najpierw rozpoznajemy proces, później dobieramy postępowanie.
Na moim szkoleniu trychologicznym pomagam lepiej rozumieć mechanizmy zachodzące w skórze głowy
Na naszych szkoleniach trychologicznych uczymy nie tylko rozpoznawania objawów, ale przede wszystkim rozumienia mechanizmów, które za nimi stoją. Omawiamy fizjologię skóry głowy i mieszka włosowego, zaburzenia pracy gruczołów łojowych, procesy rogowacenia, rolę mikrobiomu, stany zapalne oraz zasady doboru pielęgnacji i terapii do konkretnego problemu. Dzięki temu łatwiej odróżnić sytuację, w której wystarczy prawidłowa pielęgnacja, od tej, która wymaga pogłębionej diagnostyki lub konsultacji dermatologicznej. Jeśli chcesz pracować bardziej świadomie i opierać swoje decyzje na mechanizmie, a nie na schematach, sprawdź aktualne szkolenia trychologiczne na trychologiczne.pl.
Komentowanie jest wyłączone.




